Makarczykowie: 2020 to wojna. Bronią stał się żel do rąk

0

– Każdy kolejny dzień, szczególnie w pierwszej połowie roku był wielkim wyzwaniem, gdzie naszym priorytetem była produkcja żelu do rąk marki Skarb Matki – opowiada Paweł Makarczyk z Firmy Rodzinnej Makarczykowie o perypetiach, jakie towarzyszyły im w 2020 roku. Czego spodziewa się po 2021?

  • braki w opakowaniach
  • drożejące surowce
  • rekordowe zapotrzebowanie na żel do rąk
  • organizacja pracy w pandemicznych czasach
  • cysterna alkoholu ze 100% przedpłatą
  • duże zapasy magazynowe stały się wyzwaniem
  • pomadka do ust w wersji w wyścigówki o smaku gumy balonowej
  • nowe produkty w 2021
  • udoskonalanie i personalizacja kosmetyków
  • zmiany w opakowaniach, by wyróżnić się na półce
  • współpraca z Ukrainą

Jaki był dla was rok 2020?

2020 dla nas, jak dla wielu firm, był bardzo trudny. Jego przebieg możemy podzielić na dwa półrocza: pierwsze intensywne a wręcz szalone, pod znakiem produkcji żelu do rąk. Drugie trudne, spokojniejsze, w którym staraliśmy się po prostu przetrwać. Przede wszystkim obawialiśmy się o zdrowie i życie naszych rodzin i współpracowników. Duże obawy wiązaliśmy z utrzymaniem produkcji, z dostępnością surowców i opakowań, z ryzykiem czasowego zatrzymania pracy zakładu. Oczywiście wdrożyliśmy zalecane procedury, ale każdy kolejny dzień, szczególnie w pierwszej połowie roku był wielkim wyzwaniem, gdzie naszym priorytetem była produkcja żelu do rąk marki Skarb Matki.

Jeszcze w lutym 2020 roku, nieświadomi tego, co nadchodzi, otworzyliśmy promocję cenową na wspomniany żel. W pewnym momencie, z dnia na dzień, skoczyły zamówienia na ten produkt. Ceny surowców strzeliły do góry. A po kilku tygodniach zabrakło wszystkiego, łącznie z butelkami i foliami do produkcji etykiet. Mogliśmy pierwszy raz naprawdę doświadczyć, jak działa globalny rynek. I jak zamknięcie i blokada kraju kilkaset lub kilka tysięcy kilometrów od nas wpływa na dostępność produktów w Polsce. Musieliśmy wtedy nie tylko natychmiast anulować promocję, ale podnosić skokowo ceny. Produkcja w cenach pierwotnych okazała się – przy rosnących z tygodnia na tydzień kosztach surowców – nieopłacalna. Gdy alkohol był jeszcze dostępny, o jego aktualnej cenie dowiadywaliśmy się dzień przed dostawą. To niesamowicie komplikowało ustalenie ceny sprzedaży wyrobu gotowego.

To była taka klęska urodzaju?

O żel zaczęli pytać wszyscy, łącznie z klientami, z którymi od wielu lat bezskutecznie próbujemy nawiązać współpracę. A my mogliśmy sprostać tylko części zapotrzebowania. Zdecydowaliśmy wtedy, że będziemy zaopatrywać przede wszystkim naszych wieloletnich klientów, którzy nam ufali i współpracowali z nami od dawna, tj. małe, często niezrzeszone w sieciach apteki. Być może z tego powodu nie nawiązaliśmy współpracy z nowymi dużymi odbiorcami. Jednak uznaliśmy takie postępowanie za właściwe, zgodne z naszymi rodzinnymi wartościami.

Tata wspominał wtedy, że jest jak „za komuny”. Wtedy pod bramą jego jednoizbowej wytwórni kosmetycznej ustawiali się do niego klienci. A on o 12.00 wszystkim dziękował i zamykał biuro, bo nie było już z czego produkować.

Jak poradziliście sobie z organizacją pracy?

Aby zapewnić bezpieczeństwo naszych współpracowników i jednocześnie zachować ciągłość produkcji zaczęliśmy sami wozić ich do pracy. Zbierałem samochodem pracowników rano, a siostra ich rozwoziła.

Ponieważ zaczęło brakować na rynku paletopojemników i beczek, żel musieliśmy robić małymi porcjami, a każdy dzień był cenny. Dlatego zdarzało się, że wstawałem o 3.00 rano, by o 4.00 przygotować samodzielnie bazę żelu, która musi odstać kilka godzin. Tak, aby pracownicy o 7.00 mogli kontynuować produkcję i konfekcjonować do butelek.

Wkrótce zabrakło na rynku butelek. A czas produkcji etykiet stał się bardzo długi. Zdecydowaliśmy się na przejście na tuby z gotowym nadrukiem, co dodatkowo oszczędzało czas potrzebny na ich oklejanie. Nasi dostawcy tub mieli terminy 3-miesięczne. Jednak zaprzyjaźniona firma kosmetyczna poleciła nam nowego dostawcę, który zrobił tuby ekspresowo. Za chwilę okazało się jednak, że do tub zabrakło zamknięć, bo producent czeka na dostawę innego surowca. Gdy dostaliśmy potwierdzenie dostawy tub, zabrakło bardzo ważnego surowca do zgęstnienia żelu. Cudem udało się potwierdzić pojedyncze dostawy, które przychodziły w transzach.

Najtrudniejsza chwila 2020 roku to…

Gdy już wychodziliśmy na prostą, nasz wieloletni dostawca powiedział, że nie ma alkoholu, który stanowi podstawowy składnik żelu i nie wiadomo kiedy będzie możliwa kolejna realizacja. Zaczęliśmy szukać alkoholu w alternatywnych źródłach. Udało się znaleźć i umówić dostawę, ale… została wstrzymana i przekazana na potrzeby produkcji państwowej.

W końcu, zupełnym przypadkiem, dzięki temu, że kiedyś opowiadałem znajomemu, że robimy żel, a on wspomniał o tym komuś, kto miał kontakt z producentem alkoholu, producent skontaktował się z nami. Zapytał, czy nie potrzebujemy alkoholu skażonego do produkcji kosmetyków, bo właśnie ma dostępną za kilka dni dostawę. Udało się zrealizować zakup części cysterny. Jednak warunkiem była 100% przedpłata nieznanemu dostawcy, w kwocie, która dla naszej małej rodzinnej firmy była astronomiczna. Jeśli coś poszłoby nie tak, mielibyśmy ogromne kłopoty. Mimo to, po rodzinnej naradzie, zdecydowaliśmy się zaryzykować i zrealizowaliśmy przedpłatę.

Dostawa cysterny była planowana na 14.00. O 15.00 okazało się, że dostawa będzie o 17.00. A wtedy dostałem informację, że nie wiadomo kiedy będzie i bym czekał na telefon. Z każdą minutą napięcie u mojej siostry odpowiedzialnej za finanse rosło do niebezpiecznego poziomu. W końcu zadzwonił kierowca, że zaraz będzie i zaczęliśmy rozładunek o godz. 23.30. Pracowników już oczywiście nie było. Rozlewaliśmy cysternę we 2 z tatą – współwłaścicielem firmy. Dodam tutaj, że gdy umówiliśmy dostawę, okazało się, że na rynku brakuje opakowań i nie mieliśmy w czym przechowywać dostarczonego alkoholu. Tutaj w ostatniej chwili poratowała nas znów zaprzyjaźniona firma kosmetyczna, która pożyczyła nam kilkanaście opakowań do przechowywania surowca. Paletopojemniki przyjechały niemal w ostatniej chwili.

Czyli ostatecznie był happy end?

Nie do końca. Gdy produkcja ruszyła bez przeszkód i zaopatrzyliśmy się we wszystkie niezbędne surowce oraz zaplanowaliśmy kolejne duże produkcje latem i jesienią, tak jak z dnia na dzień skoczyło zapotrzebowanie na żel, teraz wszystko się zatrzymało. Popyt zmalał, a dostępność produktów bardzo wzrosła. Wtedy, gdy w końcu trochę zwolniliśmy i mogliśmy odpocząć, poczułem tak ogromne zmęczenie, że nie byłem w stanie pewnego dnia wstać rano z łóżka. Na szczęście po czasie wszystko wróciło do normy.

A jaka była druga połowa roku?

Druga połowa roku jest dla nas dużo spokojniejsza. Obserwowaliśmy również trudną sytuacją z zamknięciem sklepów, obciążenie aptek kosztami związanymi z dostosowaniem się do warunków pandemii, zmniejszenie przepływu klientów. Wszystko to utrudnia skuteczną realizację naszych planów rozwojowych i sprzedaż produkowanych przez nas kosmetyków Skarb Matki.

W wyniku zmniejszenia sprzedaży w drugim półroczu dużym wyzwaniem stały się duże zapasy magazynowe. Rozpoczęło się gorączkowe wstrzymywanie zrobionych przez nas kolejnych zamówień na surowce i opakowania do produkcji żelu. Obawialiśmy się, że niektórych zamówień nie da się już zatrzymać. I niestety części się nie udało. To spowodowało, że dziś ogromnym kłopotem dla nas są nadmierne stany opakowań i surowców. Z tymi problemami rozpoczęliśmy drugie, zdecydowanie spokojniejsze półrocze 2020 roku. Wróciliśmy do lekkiej stabilizacji i prób zmniejszenia stanów magazynowych. Szczęśliwie, jak dotąd, nikt w zespole świadomie nie chorował na COVID.

Co pozwoliło wam przetrwać ten niełatwy czas?

W poprzednich latach obserwowaliśmy stopniowy i stabilny wzrost rozpoznawalności i sprzedaży kosmetyków dla niemowląt i dzieci naszej marki Skarb Matki i spodziewaliśmy się dalszego rozwoju. Ponieważ naszym klientem są przede wszystkim apteki, ich kondycja jest ściśle związana z naszymi wynikami finansowymi. Można powiedzieć, że pandemia zmieniła wszystkie nasze plany i wyobrażenia. Jednak dzięki ogromnemu wsparciu i pomysłowości naszych wieloletnich partnerów i dostawców udało nam się utrzymać produkcję i zaspokajać przynajmniej część zapotrzebowania rynku. Mogliśmy doświadczyć, że w kryzysowych sytuacjach najważniejsi są ludzie, których pomoc i życzliwość pomaga sprostać problemom teoretycznie nie do rozwiązania.

Jesteśmy dumni, że mogliśmy wesprzeć Mazowiecki Szpital Bródnowski. Najbliższy siedzibie naszej firmy szpital, który miał ogromne potrzeby na początku pandemii. Część ze sprzedaży żelu przeznaczaliśmy na comiesięczne wsparcie finansowe.

Mimo licznych trudności jesteśmy wdzięczni naszemu całemu zespołowi, działowi produkcji i przedstawicielom, a także firmom współpracującym oraz dostawcom, którzy w tym trudnym okresie dawali i wciąż dają z siebie dużo więcej niż tego się spodziewaliśmy. To, wraz z naszą strategią prowadzenia firmy rodzinnej, o której myślimy w perspektywie długoterminowej a nawet wielopokoleniowej, pozwala nam mimo wszystko przetrwać ten trudny czas.

Chciałbym szczególnie podziękować firmie FEGO logistics za ekspresowe i doskonałe wsparcie logistyczne. A także Firmie Kosmetycznej STEA za ogromne wsparcie w wielu trudnych momentach.

Czego spodziewacie się po 2021? I czego spodziewać mogą się wasi klienci w nowym roku?

Jak wiadomo, jedyne co pewne to zmiana. Ale tym razem tej zmiany oczekujemy z wyjątkowym utęsknieniem i nadzieją. Planując kolejne działania, staramy się śledzić rynek, czytać prasę branżową i uczestniczyć w konferencjach. Jednakże bardzo często najciekawsze inspiracje i wdrożenia realizujemy, badając rynek naszą rodzinną metodą, tj. pytamy znajomych i naszych współpracowników. To oni, w szczególności przedstawiciele handlowi, są fantastycznym źródłem wiedzy na temat rynku. Przedstawiciele są ekspertami, którzy codziennie obserwują nawet drobne zmiany w punktach sprzedaży i u konkurencji, i to oni decydują w dużej mierze o naszych kolejnych krokach. Dlatego stworzyliśmy np. pomadkę do ust w wersji w wyścigówki o smaku gumy balonowej, aby sprostać oczekiwaniom dzieci, które nie przepadają za różowymi malinowymi sztyftami. Było to z inspiracji naszego przedstawiciela z południa Polski.

Podobnie w roku 2021 planujemy kilka wdrożeń. Zazwyczaj wprowadzamy 2-3 nowości rocznie. Każdy produkt to dla nas ogromne wyzwanie, które ma sprostać potrzebom dzieci od pierwszych dni życia. Dlatego ten proces długo trwa. Ostatnie lata były czasem udoskonalenia naszych receptur i dostosowywaniem ich do coraz bardziej wrażliwej i skłonnej do uczuleń skóry. I w tym kierunku będziemy na pewno dalej podążać.

Liczymy, że zaczniemy radzić sobie z pandemią, a rynek szybko będzie wracał na normalne tory. A być może nastąpi też wyjątkowa poprawa, która choć trochę zrównoważy spadki związane z lockdownami. Jak zwykle mamy bardzo dużo planów, które trudno jest nam wdrożyć w całości, ponieważ doba trwa dla nas za krótko.

Ogólnie w 2021 skupiamy się przede wszystkim na udoskonalaniu i personalizacji naszych kosmetyków. Planujemy też zmiany w opakowaniach, które w wyjątkowy sposób wyróżnią nas na półce. Ta niespodzianka już wkrótce. Liczymy również bardzo na rozwój naszej świeżo otwartej współpracy z rynkiem Ukrainy.

Dla naszej firmy rodzinnej ważna jest też kwestia klimatu i ochrony środowiska. Do listopada 2021 planujemy montaż paneli fotowoltaicznych, co w ogromnym stopniu pozwoli nam uniezależnić się od źródeł energii nieodnawialnych. Planujemy również docieplanie najstarszej części budynku. Dużym wyzwaniem będzie również dla nas europejska strategia plastikowa.

Czego życzycie swoim klientom w 2021 roku?

Ostatni czas był bardzo ciężki dla wszystkich. Było i jest dużo niepokoju, cierpienia i niepewności. Dlatego jako firma rodzinna produkująca kosmetyki dla najmłodszych życzymy dużo radości, miłości i rodzinnego ciepła. Aby przyszłość była lepsza i spokojniejsza a jednocześnie aby nie zabrakło w niej  odrobiny dziecięcej spontaniczności.

Rozmawiała Karolina Jakubiec, redaktor portalu SerwisKosmetyczny.pl

Udostępnij w

Zostaw wiadomość